wtorek, 1 kwietnia 2014

Disturbance ~ Rozdział 2.



Annyeong! Jestem coraz bardziej dumna z tego bloga. Wszystko idzie w dobrym kierunku, więc żeby was nie męczyć dam ten drugi rozdział. Ale to pierwszy i ostatni raz, kiedy dodaję tak z dnia na dzień, nie przyzwyczajać się. xD Po prostu mam już gotowy i z wielką chęcią go tu wrzucę. <3 Także proszę bardzo i czekam na komentarze. :3




Taemin wszedł do swojego pokoju z ogromnym uśmiechem na twarzy. Tak bardzo się cieszył i był mega podekscytowany faktem, że spędzi resztę dnia z nowo poznanym chłopakiem, który musiał przyznać, że naprawdę mu się podobał. Pierwsze, co musiał zrobić, to poprawić swój wygląd, no bo jakżeby inaczej. Od razu pognał do łazienki i zaczął czesać swoje czarne włosy, o które dbał aż z przesadą. Starał się je ułożyć jak najładniej potrafił i wtedy właśnie w drzwiach od pomieszczenia pojawił się jego współlokator, Jinki.
- Heh Taeminie, co się tak stroisz? - zaśmiał się, widząc przejęcie na twarzy swojego kolegi i skupienie przy wykonywanej czynności.
- Umówiłem się. Muszę wyglądać idealnie! A jak na złość te włosy nie chcą się ułożyć. - tupnął nogą z naburmuszonym wyrazem twarzy i spojrzał na niego zrezygnowany. Onew w pewnej chwili posmutniał, kiedy usłyszał powód dla którego Min się tak pindrzy, ale przecież nie mógł mieć mu tego za złe. Miał prawo umawiać się i spotykać z kim chciał, tylko przez to właśnie nie miał dla niego zbyt wiele czasu i dla niego się tak nie starał. Ale moment. Chwila, no bo co to ma do rzeczy? Czasami miał naprawdę dziwne myśli. Westchnął i obdarzył czarnowłosego ciepłym uśmiechem.
- Przecież ty zawsze wyglądasz idealnie. Jest dobrze, serio. - poklepał go po ramieniu uspokajająco i zabrał mu grzebień, żeby już zostawił te włosy w spokoju.
- Aigoo, nie! Wyglądam strasznie, ale trudno. Lepiej i tak by nie było. - wzruszył ramionami i teraz zerknął na swój mundurek, poprawiając go nieco. W końcu uśmiechnął się z powrotem i położył dłonie na biodrach niczym superman. - I gotowy! - krzyknął zadowolony, choć nie do końca był, przez swoje włosy, ale z tym to nigdy mu się nie dogodzi.
- No super, super. A można wiedzieć z kim się umówiłeś? Czyżby to ten nowy? - zaczął go wypytywać. Taemin na te słowa przybrał rozmarzony wyraz twarzy.
- Taaaak... Jonghyun. Poprosił mnie, żebym go oprowadził po szkole. - powiedział, choć tak naprawdę to wyśpiewał.
- Wiesz co? Jeszcze chyba nigdy nie widziałem cię w takim stanie. Lubisz go, prawda? - szturchnął go w ramię z lekkim uśmieszkiem i ledwo się powstrzymał, żeby nie poczochrać mu włosków, ale wtedy chyba by zginął, a chciał jeszcze trochę pożyć.
- Pewnie, że go lubię! Nie wiem jak to jest, od kiedy tylko go zobaczyłem to... - nie zdążył dokończyć, bo nagle do pokoju wparował Kibum i trzasnął drzwiami, zamykając je. Wyglądał na bardzo wściekłego, choć to chyba zbyt słabe określenie. Był tak wkurzony, że niemal dym mu z uszu wychodził.
- TAEMIN! - wrzasnął, a chłopak popatrzył na niego przerażony i schował się za plecami swojego współlokatora. Tymczasem Key kontynuował monolog. - Posłuchaj mnie uważnie, lepiej zabierz z mojego pokoju swojego nowego chłoptasia, bo inaczej oboje pożałujecie! Nie chcę go tam widzieć, zrozumiałeś? Masz go przekonać, żeby zamieszkał z tobą! - zjechał pozostałą dwójkę wzrokiem, który w tym momencie przeraził nawet Jinkiego. - Masz na to czas do jutra, ale jeżeli jutro on nadal tam będzie, to pogadamy inaczej! Czaisz?! - ostatni raz wrzasnął, nie dając mu dojść do słowa i wyszedł, ponownie trzaskając drzwiami. Taemin był nadal roztrzęsiony, bardzo się go przestraszył. Wiedział, że nie ma innego wyjścia jak namówić Jonghyuna, by przeniósł się do niego, bo inaczej to się naprawdę źle skończy. Wziął głęboki wdech i wydech, ponownie poprawiając mundurek i spojrzał na Onew, który od dłuższego czasu mu się przyglądał.
- Tae... Przekonaj go. Nie chcę, żeby Kibum coś wam zrobił, a wiesz, że jest zdolny do wielu rzeczy. - wyszeptał i spojrzał na niego z poważnym wyrazem twarzy.
- Eh, wiem... Przekonam go, zobaczysz hyung. A teraz już pójdę, muszę go jak najszybciej znaleźć. - odpowiedział, na co ten tylko kiwnął głową i wyszedł. Zastanawiał się gdzie on może teraz być, bo w pokoju na pewno go nie będzie. W końcu znalazł go w małym parku przed szkołą, siedział na ławce i patrzył w niebo. Po cichu podszedł i usiadł obok niego, podążając za jego wzrokiem. - Ładne niebo, prawda? - odezwał się, a Jjong jakby wyszedł z transu i popatrzył na niego, uśmiechając się promiennie.
- Bardzo ładne, ale właśnie teraz zobaczyłem coś jeszcze ładniejszego. - na te słowa Taemin zarumienił się i odwrócił głowę, żeby jego towarzysz tego nie zauważył. Kiedy już się ogarnął, z powrotem spojrzał na niego.
- Um, przestań. Chyba, że miałeś na myśli drzewo za mną. - wskazał na drzewo, które rzeczywiście było ładnym drzewem, ale Jonghyun zdecydowanie nie miał go na myśli.
- O tobie mówiłem Minnie, głupolku. - zaśmiał się i uszczypnął go w policzek. Brunet czuł się onieśmielony. Odważne zachowanie blondyna było dla niego dobrym znakiem. Wiedział, że ma szanse zdobyć od niego coś więcej niż przyjaźń. Westchnął cicho i uśmiechnął się najładniej, jak potrafił.
- Miło mi Jongie, też jesteś niczego sobie. - puścił mu oczko i wstał. - To co, idziemy pozwiedzać? - wyciągnął do niego rękę. Tamten bez wahania złapał go za nią i poszli do szkoły. Taemin pokazał mu całą tak, że teraz był pewien, że więcej się nie zgubi. Spędzili ze sobą naprawdę bardzo przyjemny czas, aż szkoda im było się rozstawać, a przecież musieli to zrobić, bo w końcu cisza nocna obowiązywała, a wtedy nikt nie może ruszać się ze swojego pokoju. Wyższy był tak zaaferowany tym wszystkim, że zapomniał o najważniejszym. Nagle uśmiech, który do tej pory towarzyszył mu bez przerwy, zniknął z jego ślicznej buźki. Jonghyun zmartwił się nieco, widząc te zmianę.
- Minnie, coś się stało? Dlaczego nagle posmutniałeś? - zatrzymał się i stanął naprzeciwko niego.
- Tak... Bo zanim się spotkaliśmy, był u mnie Kibum... Jjong, musisz się do mnie przenieść. Jeżeli tego nie zrobisz to... - urwał, a jego towarzysz nie pozwolił mu dokończyć.
- To co? Groził ci? Proszę cię! Myślisz, że się go boje? Ja poważnie nie widzę w nim żadnego zagrożenia. Ten chłopak to nadęta, rozkapryszona diva i tyle. Nie może znieść tego, że dzieli z kimś pokój, bo uważa, że powinien mieć wszystko na wyłączność, jeszcze tylko służących mu brakuje. Słuchaj, nie ważne co się będzie działo, przychodź do mnie. Przy mnie będziesz bezpieczny. A mi nic nie będzie, zaufaj mi. Spotykałem gorsze osoby. - uśmiechnął się do niego pocieszająco. Taemin nie był do końca przekonany co do tego wszystkiego, ale nie miał wyjścia, musiał mu zaufać.
- Eh, no dobrze... Niech tak będzie. Tylko uważaj na siebie. - wyszeptał i przytulił go mocno. Blondwłosy odwzajemnił uścisk i odsunął go od siebie patrząc mu w oczy.
- A teraz mój słodziaczek wróci grzecznie do siebie i pójdzie spać, a my widzimy się jutro, tak? - wyszczerzył ząbki, a Tae coraz bardziej rozczulał się na określenia, jakie dla niego wymyślał. Ten chłopak był niesamowity. Pokiwał głową na „tak” i pomachał mu jeszcze na pożegnanie, po czym wrócił do siebie. Bling westchnął cicho i z niechęcią poszedł do swojego nowego lokum. Najchętniej to zostałby z Taeminem, a nawet i zamieszkałby z nim w tym pokoju, ale nie chciał pokazywać, że jest słaby. Musiał stawić czoło temu... Diabolicznemu aniołowi. Tak, to dobre określenie. Zanim wszedł, zatrzymał dłoń na klamce, lekko się wahając, ale po chwili uniósł dumnie głowę i wszedł do środka. Zastała go o dziwo cisza. Zastanawiał się, gdzie jest jego współlokator. Kiedy tylko zajrzał na górę zagadka została rozwiązana. Diva spał sobie słodko, tuląc się do swojego pluszowego króliczka. Zachichotał cicho na ten widok i wspiął się po schodach na górę. Usiadł na brzegu jego łóżka i wpatrywał się w niego przez moment. Był tak uroczy, że nie mógł się powstrzymać i zrobił mu zdjęcie. Uśmiechnął się, patrząc na swoje dzieło i już miał schodzić, kiedy nagle niechcący trącił coś ręką i spadło z niemałym hukiem. Kibum otworzył oczy i oburzony podniósł się do pozycji siedzącej.
- Co ty wyprawiasz? Dlaczego jeszcze tu jesteś?! - krzyknął, a Jonghyun popatrzył na niego z politowaniem.
- Och proszę, te twoje krzyki już robią się nudne. Nie możesz chociaż raz normalnie czegoś powiedzieć, tylko ciągle się wydzierasz? Dla twojej wiadomości mieszkam tu i chciałem ci zakomunikować, że nigdzie się stąd nie ruszę. Ale kiedy tu wszedłem zobaczyłem że śpisz, dlatego chciałem zejść, jednak na nieszczęście potrąciłem coś i spadło, a ty się obudziłeś. Chyba tego już powinieneś się sam domyśleć. - pokręcił głową, patrząc na divę, który tylko zacisnął dłonie na pościeli i starał się opanować.
- Dobra, skoro tak bardzo chcesz, to zostań. Ale ostrzegam, że to nie będzie przyjemne. Pamiętaj, żeby potem nie było płaczu. - wysyczał i położył się z powrotem. - A teraz spadaj, chcę iść spać. - warknął i zakopał się pod kołdrą. Blondyn patrzył na niego jeszcze przez chwilę, po czym w końcu zszedł na dół i zaczął się przebierać, jednak nie robił tego zbyt cicho. Zdjął koszulę i spodnie, przez co został w samych bokserkach, a właśnie w tym samym czasie Kibum wystawił głowę i otworzył usta, żeby go uciszyć, ale kiedy zobaczył w jakim jest stanie, zamarł na chwilę. Nie wiadomo dlaczego zrobiło mu się gorąco, ale zaraz odgonił to dziwne uczucie od siebie i położył się ponownie, zamykając mocno oczy. Nie widziałeś, ty nic nie widziałeś. To cię wcale nie ruszyło, ej... No co ja kurde, już mi się pierdoli w głowie. Po prostu grzejniki są odkręcone, dlatego jest tak gorąco. Muszę trochę przykręcić... - pomyślał i sięgnął na korek od grzejnika, po czym ustawił na niższą temperaturę.
- Od razu lepiej. - szepnął do siebie i uśmiechnął się, zasypiając ponownie. Jego współlokator ubrał się w piżamę i również zasnął po paru minutach, wtulając się w kołdrę.


* * *

Otworzył oczy i spojrzał w okno. Jak podejrzewał, musiało być jeszcze bardzo wcześnie, bo na zewnątrz, jak na razie, panowała szarość i widoczna była lekka mgła. Przeciągnął się leniwie i podniósł się, wychylając zza barierki, która była przy jego łóżku. Spojrzał na dolną część pokoju i zauważył, że jego nowy „kolega” już nie śpi. Zdziwił się, bo sądził, że ktoś taki jak on lubi pospać. Westchnął cicho i zszedł na dół. Zaspany otworzył drzwi od łazienki. Chciał się jakoś rozbudzić, biorąc może prysznic czy coś, ale kiedy wszedł wytrzeszczył oczy i złapał się klamki, żeby się nie przewrócić. Zobaczył Jonghyuna, który stał przed umywalką zupełnie... Nagi!
- O mój boże, wyjdź stąd! - zasłonił oczy i dalej podpierał się o drzwi. Zdziwiony blondyn spojrzał na niego.
- Ale to ja teraz korzystam z łazienki, więc chyba to nie było zbyt mądre. - przechylił głowę na bok, wpatrując się w czerwonego już Kibuma i to wcale nie ze złości.
- No to ja wyjdę! Assdgfhffkshfgd... - zaczął mamrotać coś pod nosem i odwrócił się by wyjść, ale nagle poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu, oczywiście wiedział czyją.
- Nie idź... - wyszeptał dosyć seksownie i odwrócił go z powrotem w swoją stronę, po czym wpił się w jego usta. Diva zupełnie nie wiedział co ma teraz zrobić. Po krótkiej chwili, nie mogąc się powstrzymać, zaczął odwzajemniać pocałunek i objął go ciasno za szyję, przylegając do niego całym ciałem. Jjong od razu zaczął dobierać się do niego i zdjął niezdarnie jego koszulkę. Kiedy Kibum zorientował się, że jest rozbierany, zamruczał cicho w jego wargi i złapał jego dłonie, kładąc je na swoich biodrach. Blondyn zrozumiał o co chodzi i jednym ruchem zsunął z niego spodenki wraz z bokserkami. Dalej całował go namiętnie, ich pocałunek przerodził się w pełen pożądania, robiło się coraz bardziej gorąco. - Chodź... - przygryzł jego wargę i pociągnął go w stronę prysznicu. Key ani trochę nie protestował i poszedł za nim. Po chwili byli już cali mokrzy, ponieważ niższy odkręcił wodę. Oczywiście było to celowe, bo od samego początku marzył, żeby zobaczyć tego cudownego kociaka w takiej sytuacji. Jeździł dłońmi po jego bokach, później dotykał plecy, klatkę piersiową i brzuch, a na sam koniec zatrzymał się na jego tyłeczku, który z uwielbieniem macał. Kibum również błądził dłońmi po jego ciele, nie mogąc się nacieszyć tym, że może go dotykać. Jego umięśnione ciało doprowadzało go do szaleństwa, był taki pociągający, że jeszcze chwila, a sam go zgwałci. Nie musiał jednak tego robić, bo właśnie w tej chwili Jonghyun zaczął się przymierzać do tego, by go przygotować. Zamruczał przeciągle, nie mogąc się doczekać i dalej wpijając się w jego gorące wargi.
- Jjong... Weź mnie... - wyszeptał z ledwością, ponieważ jego oddech już znacznie przyspieszył.
- Że co? - do jego uszu dobiegł bardzo zaskoczony głos. Nagle przeraził się i zdał sobie sprawę, że to wszystko, co się działo to tylko sen. Otworzył oczy i miał nadzieję, że nie zrobił się cały czerwony. Jakby tego było mało, to właśnie osoba, której imię przed chwilą wypowiedział i to w dodatku nie tylko imię, miała twarz tuż przed jego twarzą. Od razu odepchnął go, czując się niekomfortowo tak blisko niego i przełknął ślinę.
- Że co, co? Co ty tu robisz? Dlaczego nade mną wisiałeś?! - jak to on miał w zwyczaju, powiedział dosyć głośno, jednak trochę zażenowany.
- Może raczej ty mi powiedz, dlaczego chcesz, żebym cię wziął? - ledwo powstrzymywał się od tego, by nie wybuchnąć śmiechem. Jego współlokator wyglądał naprawdę przezabawnie z wyrazem twarzy, jaki obecnie miał.
- Pffff, to nie tak! Po prostu nie dokończyłem, chciałem powiedzieć „Jjong, weź mnie stąd.”... Nie wiem dlaczego, ale śniło mi się, że byliśmy w jakimś strasznym miejscu i po prostu chciałem stamtąd pójść... - spuścił na chwilę wzrok, czując się coraz bardziej beznadziejnie, bo jakoś nie wychodziło mu myślenie na szybko w tej chwili. - Zresztą nie powiedziałeś mi w końcu, czemu znowu widzę cię w mojej części pokoju. - powiedział, poprawiając swoje na pewno rozczochrane włosy. Mimo iż nie przejmował się, że to właśnie Jjong go tak widzi, to i tak nie czuł się najlepiej kiedy tak wyglądał.
- No bo spałem sobie, a tu nagle obudził mnie twój głos. Bez przerwy coś mamrotałeś pod nosem, a potem usłyszałem swoje imię, no i dlatego kiedy się obudziłeś, to mnie ujrzałeś. - uśmiechnął się głupawo i wzruszył ramionami. - Ale skoro niczego ode mnie nie chcesz, to już sobie idę. - po tych słowach zszedł na dół. Kibum odprowadził go wzrokiem i złapał się za policzki, czując, że właśnie teraz wstępuje na nie rumieniec. Uff, jak dobrze, że dopiero teraz, a nie wcześniej. Schował się pod kołdrą i zaczął potrząsać głową, starając się wyrzucić z głowy obrazy z jego okropnego snu. Tak, uważał, że był okropny. To było obrzydliwe! Oczywiście nie poskąpiłby takim snem z jakimś super modelem czy kimś tam, ale z nim? Dlaczego akurat on? To go nurtowało, ale wolał nad tym nie rozmyślać i jak najszybciej zapomnieć o tym, bo inaczej za każdym razem będzie się przy nim rumienił, a przecież on wcale tego nie chce. Jeszcze by pomyślał, że mu się podoba... Jeszcze czego. Ani trochę. Wcale mu się nie podobał, wcale a wcale.
- NIE PODOBA MI SIĘ! - wydarł się, dopiero teraz orientując się, że nie zrobił tego w myślach. Przyłożył dłoń do ust z nadzieją, że obiekt jego myśli tego nie usłyszał.
- Co ty się tam znowu drzesz? - usłyszał Jonghyuna, który najwidoczniej nie zrozumiał jego słów. Odetchnął z ulgą i odkrył się już, ogarniając swoje oblicze.
- Gówno cię to interesuje! - warknął, wykrzywiając swoją twarz w dziwnym grymasie i dmuchnął w grzywkę. Odkrył się już całkiem, ale zanim wstał, zauważył coś niepokojącego między swoimi nogami. - Omg... Serio... - wykonał facepalm i zagryzł dolną wargę. - Będziesz korzystać z łazienki? - zapytał swojego współlokatora już nieco milej i starał się ukryć swój problem.
- Nie, w sumie to wychodzę. Na razie. - rzucił mu tylko krótkie spojrzenie i opuścił pokój. Zaraz po tym Key pognał do łazienki, aby sobie ulżyć.
- A niech cię, Kim Jonghyunie! - powiedział przez zęby i rozpoczął konieczną w tamtej chwili dla niego czynność.


* * *

Zastanawiał się właśnie, jak jego przyjaciel przeżył kolejne spotkanie z Kibumem, kiedy nagle zobaczył go idącego w jego stronę z uśmiechem. Na ten widok od razu odwzajemnił gest i podbiegł do niego wesoło, przytulając go na przywitanie.
- Jjong! Ty żyjesz! - poszerzył swój uśmiech. Blondwłosy poczochrał jego włoski i zaśmiał się, widząc jego mordercze spojrzenie, które i tak zaraz złagodniało.
- Żyję żyję, przecież powiedziałem, że nic mi nie będzie. Kibum zrozumiał, że zostanę z nim w pokoju czy to mu się podoba czy nie, tylko groził, że to nie będzie przyjemne, ale nie przejmuję się nim zbytnio. Cieszę się, że cię widzę, Minnie. - mówiąc to, zrobił ten jego powalający eyesmile, że Taemin poczuł, jak jego nogi robią się jak z waty. Miał szczęście, że dalej był blisko Jonghyuna, przez co mógł się o niego podeprzeć.
- Ja też się cieszę. Ale to trochę dziwne, że nasza diva tak po prostu pozwolił ci zostać. Bardzo dziwne... - przybrał zamyślony wyraz twarzy i nagle poczuł jak jego towarzysz pstryka go w nos. - Yah! Co ty robiiisz? - położył dłoń na swoim nosie, a blondyn, widząc jego uroczą minkę, roześmiał się głośno.
- Nic przecież. Hm, mamy jeszcze trochę czasu zanim zaczną się lekcje, chcesz iść na spacer? - zaproponował, wpatrując się w niego, a Min widząc to spojrzenie, znowu miał wrażenie, że zaraz się przewróci.
- T-Tak... Jasne! Byłoby super. - uśmiechnął się i starał jak najbardziej zamaskować swoje uczucia. Nagle poczuł, że Jonghyun łapie go za rękę, jak wczorajszego dnia.
- Jjongie? - popatrzył na ich dłonie niepewnie, a potem na niego. - Dlaczego? - zapytał cicho, przygryzając dolną wargę. Niższy również spojrzał na ich dłonie i wzruszył ramionami.
- Nie wiem, lubię chodzić z tobą za rękę. Przeszkadza ci to? - wbił w niego swój wzrok, przez co poraz kolejny zrobiło mu się dziwnie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- Nie! To całkiem miłe, ale... Czy ludzie nie zaczną gadać? Kibum już myśli, że jesteśmy parą... - spuścił wzrok, nie chcąc pokazać, że on też chciałby tak myśleć.
- No i co z tego, niech sobie myślą co chcą, a tym bardziej on. Skoro dziewczyny nie wyglądają dziwnie chodząc za rękę, to my też nie będziemy. Uważam, że to całkiem normalne. - uśmiechnął się i pociągnął go za sobą. - Chodźmy już!
- Dobrze, dobrze... Oppa. - blondyn, słysząc to określenie od razu wybuchł śmiechem, a po chwili Taemin dołączył do niego. Kiedy już się nieco oddalili, zza zakrętu wyszedł Kibum i zobaczył ich idących wesoło za ręce.
Huh... Czy oni naprawdę muszą się tak z tym obnosić? Ja to nie wiem, znają się dopiero od dwóch dni, a już stworzyli szczęśliwą parkę. Wiedziałem, że tak będzie. Tae nie mógł przepuścić okazji. Ale niech nie myśli sobie, że im odpuściłem. Jeszcze im pokażę, na co mnie stać. - uśmiechnął się przebiegle, po czym zaśmiał się do siebie. Miał w głowie plan, który w jego mniemaniu powinien im dać solidną nauczkę. Z nim się nie zadziera, o nie. Postanowił jeszcze pochodzić za nimi trochę, może uda mu się dowiedzieć czegoś więcej o nowym. No bo przecież sam nie będzie go o nic wypytywał, nawet nie miał zamiaru z nim rozmawiać. Kiedy zobaczył, że usiedli sobie na ławce w parku, schował się za dość dużym drzewem i zaczął nasłuchiwać. Jak na razie nie gadali o niczym specjalnym, więc mógł trochę poobserwować tego krasnala. Przyglądał mu się bardzo uważnie. Stwierdził, że ma całkiem ładne włosy, takie nie zniszczone... Ale i tak nie mogły dorównać jego włosom, phi. On przecież miał najlepsze włosy, jakie istniały na tej ziemi. Patrzył na sposób, w jaki się wypowiada, w jaki się śmieje... To było naprawdę urocze. Zaraz po tym, jak w jego głowie zrodziła się ta myśl, skarcił się w środku. Co on w ogóle sobie wyobrażał, przecież ta osoba nie była ani trochę urocza! A włosy też wcale nie były ładne, były zwyczajne, nie wyróżniały się niczym specjalnym, a on tu myśli o takich niedorzecznościach. Nie mógł już dłużej na niego patrzeć, ani go słuchać, chciał już odejść, kiedy nagle potknął się i wyleciał zza drzewa. Unosząc wzrok spotkał dwa zdziwione spojrzenia skierowane ku niemu i od razu zaczął się podnosić.
- Kibum? Nic ci się nie stało? - pierwszy jego stanem zainteresował się Jonghyun, który wyciągnął dłoń w jego kierunku, ponieważ chciał pomóc mu wstać. Diva tylko prychnął pod nosem i sam podniósł się, patrząc na nich z pogardą.
- Oczywiście, że nic mi nie jest. Właśnie szedłem sobie i nagle się potknąłem, to nic takiego. Zdarza się nawet najlepszym. - wzruszył niedbale ramionami i zarzucił grzywką.
- Hm, no okej... W każdym razie my chyba już idziemy na lekcje, prawda Taeś? - zwrócił się do swojego przyjaciela, który wstał i złapał go za rękę, a Kibum, widząc to, przewrócił oczami.
- Tak, chodźmy Jongiś, bo już późno. - odpowiedział i pociągnął go za sobą. Jonghyun jeszcze na chwilę odwrócił głowę w stronę drugiego Kima.
- Do zobaczenia potem. - uśmiechnął się do niego, ale niestety nie otrzymał od niego tego samego. Westchnął i Kibum ponownie został sam.
- Nie musisz być dla niego taki miły, on dla ciebie nie jest. - odezwał się cicho czarnowłosy, trzymając mocno jego dłoń.
- Wiem Minnie, ale ja nie będę taki jak on. Gdyby się tak nie unosił i nie wywyższał, jestem pewien, że mógłbym się z nim zaprzyjaźnić. - na te słowa Taemin spuścił głowę. Zmartwił się trochę, bo co prawda to jemu Jonghyun okazywał zainteresowanie i to na pewno nie jedynie przyjacielskie, ale kiedy zobaczył, jak patrzy na Kibuma, poczuł ukłucie w sercu. A teraz jeszcze, kiedy powiedział to wszystko, zrobiło mu się jeszcze gorzej. Nie uszło to uwadze blondyna, który zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego.
- Wszystko w porządku? - przyciągnął go do siebie bliżej.
- Tak, a dlaczego pytasz? - odwrócił wzrok, by nie patrzeć na niego.
- Wydaje mi się, że jednak nie jest w porządku. Dlaczego masz taką minę? - uszczypnął go w policzek, przez co ten od razu spojrzał na niego i zmarszczył brwi.
- Nie wiem! - wydał z siebie przeciągłe westchnięcie i wtulił twarz w jego koszulkę.
- No powiedz... Proszę? - zrobił minę zbitego pieska, a kiedy Tae ujrzał ją, od razu coś w nim pękło.
- No dobra, dobra... Bo... Czy Kibum ci się podoba? - powiedział niemalże niedosłyszalnie i wbił w niego niepewne spojrzenie. Jonghyun zdziwił się tym pytaniem, ale po chwili jego twarz przybrała łagodny wyraz i uśmiechnął się delikatnie.
- Nawet jeżeli by mi się podobał, to ty podobasz mi się bardziej. - puścił mu oczko, a brunet w jednym momencie spalił pożądną cegłę.
- Chodźmy już na lekcje! - rzucił krótko i zostawiając go w tyle, pobiegł na zajęcia. Bling roześmiał się, widząc jego reakcję i podążył za nim, wchodząc do sali.


* * *

Lekcje mijały mu bardzo ciekawie. Strasznie mu się tu podobało i momentami nadal nie wierzył, że się tu dostał. To przecież najlepsza szkoła w Seoulu! Co prawda wiedział, że jest dobry, ale żeby aż tak? No cóż, był szczęśliwy, że jego umiejętności zostały docenione i miał zamiar się mocno postarać, żeby się na nim nie zawiedziono. Z biegiem lekcji poznawał też inne sale, których niestety Taemin nie zdążył mu pokazać. Wszystkie były niesamowite i naprawdę nowoczesne, aż chciało się do nich przychodzić. Miał świadomość, że z czasem jego zapał opadnie, kiedy zaczną się już normalne przedmioty, ale jak na razie czerpał radość z uczęszczania na zajęcia. Najbardziej spodobała mu się sala do śpiewu, uznał, że jest bardzo przytulna i dobrze będzie się tam spędzało czas, a na pewno będzie tam dosyć często. Było tam wiele przeróżnych i skomplikowanych sprzętów służących do nagrywania, odtwarzania dźwięku i innych rzeczy. W sumie nie bardzo jeszcze to ogarniał, ale na zajęciach wstępnych dowiedział się, że będą się uczyć z tego korzystać w razie, gdyby była taka potrzeba, a na pewno zdarzy się tak parę razy. W końcu po zakończonych lekcjach zadowolony przechadzał się po korytarzu, aż nagle zauważył Jinkiego. Od razu podbiegł do niego i pociągnął za rękaw, żeby do niego podszedł.
- Cześć. Mam do ciebie kilka pytań. - uśmiechnął się do niego przyjaźnie, bo jak na razie tamten patrzył na niego trochę jakby przestraszony.
- Ale... Jakich pytań? - zapytał powoli nieco podejrzliwie.
- Chodzi o Taemina. Znasz go dobrze? - wpatrywał się w niego z ciekawością, naprawdę się zastanawiał na jakim etapie znajomości są. Czy znają się długo, czy krótko, czy wiedzą o sobie wszystko, a może zupełnie nic?
- Umm... Wydaje mi się, że tak. W końcu znamy się nie od dziś. A co chciałbyś wiedzieć dokładnie? - ostrożnie powiedział, nie chcąc za bardzo rozgadywać się na jego temat, ponieważ znał siebie i wiedział, że mógłby to robić w nieskończoność.
- Najbardziej mnie interesuje co lubi. Chciałbym go gdzieś zabrać, wiesz zrobić mu jakąś niespodziankę czy coś, ale nie mam pojęcia co to by mogło być. Masz jakiś pomysł? - Onew nie mógł znieść tego, że Jonghyun tak wlepiał w niego swoje gały i ruszył przed siebie, jednak pozwalając mu do siebie dołączyć. Blondyn zdziwił się, co też ten wyprawia, ale wzruszył tylko ramionami i szedł obok niego wyczekując, aż się odezwie. Jinki, nie patrząc na niego, zaczął mówić.
- Taemin lubi oglądać filmy, a najbardziej takie z dreszczykiem, ale też nie horrory, bo później nie może spać. Możesz na przykład zabrać go do kina, zapewniam, że będzie mega zadowolony. Później mógłbyś go wziąć na jakieś lody albo gofry, ten dzieciak to prawdziwy fan słodkości. Nie kupuj mu fast foodów, bo inaczej będziesz musiał potem wysłuchiwać, że niepotrzebnie to zjadł, bo teraz jest gruby. - zaśmiał się, mówiąc ostatnie zdanie i spojrzał na blinga. - Wystarczy?
- Tak, świetnie. Dzięki hyung. - na jego twarzy pojawił się już nie uśmiech, ale prawdziwy zaciesz i poklepał go po ramieniu.
- Czy wy możecie przestać mówić na mnie hyung?! Jesteśmy w tym samym wieku, a ja przez was czuje się stary. - skrzywił się nieco, na co jego towarzysz zaczął się śmiać.
- Nie marudź panie starszy i idź się uczyć. - wytknął mu język i odszedł, dalej śmiejąc się pod nosem. Chłopak odprowadził go wzrokiem i nadął policzki. Dlaczego oni mu to robili? Przecież on wcale nie był kujonem, po prostu lubił być przygotowany. Chciał wyjść na ludzi i w razie, gdyby muzyczna kariera mu nie wyszła, miałby przynajmniej jakąś inną wiedzę. On również chciał śpiewać tak jak Jonghyun, to jego pasja. Od dziecka to robił, ale bał się trochę, że nie odnajdzie się na scenie. Ale nie dlatego, że nie czuł się na niej dobrze. Problem w tym, że... Często zaliczał wpadki. Niemal bez przerwy potykał się o coś, mylił słowa, albo doznawał kontuzji przez własną nieuwagę. Jednak taki był i co na to poradzić. W sumie to Taemin był jego jedynym, najbliższym przyjacielem w tej szkole, choć myślał, że z Jonghyunem też mógłby się zaprzyjaźnić. Był według niego w porządku i na pewno mieliby wiele wspólnych zainteresowań, choć ich charaktery znacznie się różniły. Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy nie trafił w drzwi i wlazł w ścianę obok nich. Westchnął zrezygnowany i zaklął cicho pod nosem. Po chwili już był w swoim pokoju i udał się na spoczynek na jego jakże wygodnym łóżku z pościelą w małe kurczaczki.
W tym samym czasie Jonghyun również wrócił do swojego pokoju. Kiedy wszedł do środka, nie czekając usiadł wygodnie przy swoim biurku i zaczął przeszukiwać internet, a raczej stronę internetową kina, które znajdowało się niedaleko i sprawdzał jakie teraz grają filmy. Ucieszył się kiedy trafił w dziesiątkę, znalazł idealny thriller, który ani nie był straszny, ale na pewno będzie miał w sobie ten dreszczyk. Zamówił dwa bilety na wieczór i wyciągnął swój telefon pisząc sms'a.
Do; Minnie
Cześć słodziaczku, mam dla Ciebie niespodziankę dzisiaj wieczorem, nie umawiaj się z nikim.
Nie musiał czekać długo na odpowiedź, ta przyszła niemal po paru sekundach.
Od; Minnie
Nie mogę się już doczekać! Obiecuję, że będę wolny.
Jonghyun uśmiechnął się do siebie i nagle do pokoju wszedł jego kochany współlokator.
- Co się tak szczerzysz do tej cegły, przestań, bo ci tak zostanie, a ja nie chcę na to patrzeć. - warknął i usiadł przy swoim biurku, również zaczynając nołlajfować. Blondyn spojrzał na niego kątem oka i wpadł na pewien pomysł.
- Chcesz iść ze mną do kina? - wypalił i odwrócił się z fotelem w jego stronę, by zobaczyć jego reakcję. Diva, słysząc to, przez chwilę siedział zawieszony plecami do niego, aż w końcu odwrócił głowę i z poker face popatrzył na niego.
- Dlaczego miałbym iść z tobą do kina? Wystarczy mi, że muszę cię znosić w moim pokoju, a jeszcze by mi tego brakowało, żebym musiał przebywać z tobą gdzieś indziej. - patrzył na niego z wyższością i dalej nie wyrażał żadnych emocji.
- A szkoda, wiesz, zintegrowalibyśmy się trochę i te sprawy... - uśmiechnął się znacząco, a Kibum od razu poczuł jak zbiera mu się na wymioty i odwrócił się do niego tyłem. Nie wiadomo dlaczego, ale przypomniał mu się jego sen i obrzydził się jeszcze bardziej.
- Boże, skończ, bo zaraz zwymiotuję. - potrząsnął głową, by wyrzucić te różne obrazy ze swojego umysłu, które w jednej chwili go ogarnęły.
- Ej ej, chwila moment, wystarczy Jonghyun. - wyszczerzył swoje śnieżnobiałe ząbki, a Key słysząc jego kolejny tekst, już w ogóle miał wrażenie, że zaraz nie wyrobi tu nerwowo.
- Idiota! - krzyknął i zamknął laptopa, po czym poszedł pospiesznie na górę.
- Ile razy mam ci się przedstawiać, a ja Jonghyun! - odkrzyknął i roześmiał się, a diva opadł bezsilnie na łóżko i leżąc na brzuchu, przykrył głowę poduszką, modląc się, by się opanował i nie wyrzucił go przez okno.


* * *

Nadszedł już wieczór, a Min nie miał pojęcia w co się ubrać. Chciał wyglądać jak najlepiej, w końcu spotykał się z Jonghyunem. Nie mógł uwierzyć, że to właśnie jego wybrał. No... Nie byli jeszcze parą, ale właśnie, JESZCZE. Już on się o to postara, żeby tak było. Po długich namysłach wybrał złotą koszulkę, a do tego czarne rurki. Na wierzch, żeby było fajniej, zarzucił jeszcze czarną marynarkę, również ozdabianą gdzieniegdzie złotą nicią. Uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia w lustrze i naniósł ostatnie poprawki na swoje włosy, po czym nareszcie był gotowy. Po chwili usłyszał pukanie do drzwi i uśmiechnął się jeszcze bardziej, bo wiedział kto to taki. Pobiegł szybko i otworzył. Widok Jonghyuna powalił go (w przenośni oczywiście) na kolana. Miał na sobie czarną koszulkę bez rękawów z białymi napisami, a dzięki temu, że odsłonił swoje ramiona, można było podziwiać jego niesamowite mięśnie, które nie były ani za małe ani przesadzone. Idealne. Na dole ubrane miał obcisłe, białe rurki, jednak nie do końca białe, ponieważ kolor ten mieszał się również z szarym. Do tego założył dosyć zachęcający podwójny pasek. Wyższy nawet nie zorientował się, że gapi się na niego jak debil i nic nie mówi. Miał szczęście, że ślina, która wypełniała już jego usta, nie wydostała się na zewnątrz.
- Heh, ziemia do Taemina! - zaśmiał się, machając mu ręką przed twarzą, bo wyglądał jakby zobaczył ducha.
- Aaa, co, jaka ziemia? - powiedział bez zastanowienia, po chwili zaliczając facepalm. - Aish, przepraszam, po prostu... Zapatrzyłem się na ciebie. - czuł, że wraz z tymi słowami, na jego twarzy pojawiły się lekkie rumieńce.
- Pięknie wyglądasz. - posłał mu czarujący uśmiech. Tae poczuł, że rumieni się jeszcze bardziej, a Jonghyun, widząc to, rozczulił się i musnął jego policzek. - Uroczo. Chodź, bo się spóźnimy. - złapał go za rękę i wyprowadził z pokoju. Jego przyjaciel tak naprawdę w ogóle nie wiedział, gdzie mają pójść.
- Ale że gdzie? - spojrzał na niego zdezorientowany. Przy nim nagle wszystko mu się mieszało i nie miał pojęcia, co się dzieje.
- Yah! Jonghyun, jednak się z wami przejdę. - nagle usłyszeli znajomy głos. Odwrócili jednocześnie głowy w stronę dobiegającego ich krzyku i zatrzymali się zaskoczeni. Kibum stał z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej i przewrócił oczami, podchodząc do nich. - No co się tak gapicie, idziemy czy nie?
- Jjong... On idzie z nami? - brunet spojrzał na swojego przyjaciela, lekko zawiedziony.
- No... Wygląda na to, że tak. - wzruszył ramionami, nie bardzo wiedząc, jak się zachować.

poniedziałek, 31 marca 2014

Disturbance ~ Rozdział 1.

I tak oto zjawiam się tu ponownie. Muszę na początku powiedzieć, że nie żałuję, iż założyłam tego bloga. Spotkałam się już z bardzo przyjemną opinią o mojej twórczości, co bardzo mnie podbudowało i stwierdziłam, że dam wam ten pierwszy rozdział. Widzę już paru obserwatorów i komentarze również się pojawiły, za co bardzo dziękuję. Teraz też stawiam wam warunek, jak narazie jeszcze te 2-3 komentarze mi wystarczą by wstawiać dalej, ale jeżeli wasza liczba się powiększy to i stawka wzrośnie, heh. :3 Także... Enjoy!




Dzień dobry, jestem Kim Jonghyun... Nie, zbyt formalnie. To może... Yoł yoł, jestem Jjong. Ugh, nie! To też nie przejdzie. Eh, a może po prostu powiem „cześć, jestem Jonghyun.” Tak, tak może być. - Westchnął, idąc przez długi korytarz szkoły School of Permorming Arts Seoul. Jak tu trafił? Nawet nie wiedział. Jego marzeniem było trafienie właśnie do tej szkoły. Słyszał o niej wiele dobrego, a przede wszystkim, że mógłby w niej rozwijać swoje pasje, dlatego uznał, że to właśnie miejsce dla niego. Tylko problem w tym, że zupełnie nie wiedział gdzie ma iść! Szedł już chyba piątym korytarzem i dalej nie mógł znaleźć sali, do której go odesłano. Nagle z zamyślenia wyrwał go głośny huk i ciche przeklinanie pod nosem. Ruszył w stronę tych odgłosów i ujrzał bardzo ładnego, szczupłego chłopca, który zbierał z podłogi masę książek. Od razu podbiegł do niego i zaczął mu pomagać. Chłopak, widząc drugą parę rąk, nie powiedział nic, a kiedy już skończyli, podnieśli się do pozycji stojącej i spojrzeli na siebie.
- Kto kazał ci wziąć samemu tyle książek? Przecież to za dużo! Jesteś zbyt drobniutki na takie dźwiganie. - blondyn od razu się zbulwersował. Jego towarzysz tylko stał i wlepiał w niego swoje ciemne, niemal czarne oczy, i nic nie mówił. - Och, wybacz... Uraziłem cię tym? Mianhae, ja po prostu... - nie zdążył dokończyć, ponieważ czarnowłosy chłopak mu przerwał.
- Dziękuję. Masz rację, to dla mnie zbyt wiele... Ale nauczyciel kazał mi je wszystkie przynieść i musiałem to zrobić. A tak w ogóle, dlaczego szwędasz się sam po szkole, skoro lekcje już się zaczęły? - spojrzał na niego z ciekawością.
- Umm... Tak szczerze to się zgubiłem. Wiesz, jestem tu nowy i kazano mi iść do sali 184, ale ja w ogóle nie mogę jej znaleźć! - wydął dolną wargę, wyglądając przy tym naprawdę słodko. Tak też pomyślał jego nowy kolega.
- Haha! No to idealnie trafiłeś, bo ja właśnie tam idę. Chodźmy razem! - uśmiechnął się szeroko.
- Serio?! Uffff, a już myślałem, że zgubiłem się na dobre! Dobrze, chodźmy. I przy okazji pomogę ci z tymi książkami. - odwzajemnił uśmiech, po czym ruszyli w stronę „zaginionej” sali. Przez jakiś czas szli w milczeniu, ale wyższy z nich w końcu przerwał ciszę.
- Tak w ogóle to jestem Taemin. A ty, włóczykiju? - zachichotał. Jjong już miał go okrzyczeć za to określenie, ale słysząc ten uroczy śmiech nie potrafił tego zrobić, dlatego uśmiechnął się tylko.
- Ja jestem Jonghyun. Słuchaj, daleko jeszcze? Bo już sporo po dzwonku. - spojrzał na zegarek nieco zmartwiony, że to pierwszy dzień w szkole, a on już się spóźnia.
- Spokojnie! To tutaj. - wskazał mu skinięciem głowy drzwi naprzeciwko nich. Weszli więc do środka. Jonghyun rozejrzał się po sali. Była bardzo ozdobna i kolorowa. Jedna ściana była pokryta szafkami, w których wszyscy uczniowie mogli zostawiać swoje prace i inne rzeczy, ponieważ była to sala plastyczna. Bardzo mu się to spodobało, bo dzięki temu będzie miał pewność, że nigdy niczego nie zapomni. Uśmiechnął się pod nosem i teraz spojrzał na uczniów. Wszyscy byli ubrani w te same mundurki, ale widać było, że każdy ma swój odrębny styl. Zauważył też, że po jednej stronie klasy siedzieli, hm, tacy poważni i raczej zrównoważeni uczniowie, w środku byli raczej tacy... Wyglądający bardziej kobieco niż męsko, a była to szkoła dla samych chłopców. A po drugiej stronie siedziały osoby, które nie wyróżniały się zbytnio niczym i tam też wypatrzył sobie miejsce.
- Ekhem, przepraszam nauczycielu, że tak długo mi to zeszło... Znalazłem też ucznia, który wygląda na to, że jest nowy. Trochę się zgubił... - popatrzył w stronę blondwłosego, a potem położył książki na pierwszej wolnej ławce i poszedł na swoje miejsce, które oczywiście znajdowało się w środkowym rzędzie. „Nowy” skłonił się lekko, patrząc na plakietkę nauczyciela, czytając w myślach - Mr. Lee Kang Jo... Coś mi to mówi...
- Ach tak, ty pewnie jesteś Kim Jonghyun. Dostałem adnotacje do dziennika, że masz się dzisiaj pojawić. Nic się nie stało, jeżeli chodzi o twoje spóźnienie. Każdy z obecnych tutaj miał takie samo wejście, wszyscy się gubili. - zaśmiał się, a reszta klasy uśmiechnęła się, choć nie wszyscy zrobili to przyjacielsko. Już wiedział, że z niektórymi nie będzie miał lekko. - Może przedstawisz się klasie i powiesz parę słów o sobie. - wskazał mu ręką, żeby przyszedł na środek, co Jonghyun uczynił od razu, przy okazji odkładając resztę książek i wziął głęboki wdech.
- Cześć, jestem Jonghyun. Co mógłbym o sobie powiedzieć? W sumie, nie ma tego zbyt wiele. Moim celem w życiu jest śpiew. Głównie dlatego tu jestem, żeby rozwijać swój... Nie wiem czy talent, ale głos na pewno. Chcę zagłębić tajniki muzyki, sztuka też nie jest zła. Jestem artystyczną duszą i mam nadzieje, że się dobrze dogadamy, bo zapewne większość z was jest tu z tego samego powodu, co ja. Cieszę się, że będę mógł z wami pracować. - wykonał swój, czarujący większość, eyesmile i za zgodą nauczyciela, usiadł na swoje miejsce. Oczywiście, kiedy wybrał drugą stronę sali, niektórzy spojrzeli na niego trochę krzywo, ale większość chyba miała dobre zamiary. Taemin ciągle patrzył na niego, nie słuchając co mówił pan Lee. Zresztą, to raczej lekcja organizacyjna. Zawsze przecież może poprosić Jinkiego o notatki (klasowego kujona, który zawsze wszystko notuje i wie), dlatego nie bardzo się tym przejmował. Westchnął cicho, podpierając głowę ręką. Od początku, kiedy go zobaczył, czuł coś dziwnego w środku... Ten chłopak miał w sobie coś, co go przyciągało. Ten olśniewający uśmiech i troska o drugiego człowieka... A jeszcze z taką wspaniałą pasją mówił o muzyce i tym, dlaczego się tutaj znalazł. Ale moment, chwila. Przecież zna go dopiero od... Pół godziny? A już ma takie dziwne myśli. Czyżby... W końcu zaczął wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia?


* * *

Po lekcji wszyscy opuścili salę. Jedynie Jjong zaczekał chwilę i pociągnął Taemina za rękę, który już chciał wyjść.
- Ej, Minnie. Mam prośbę. - powiedział, a kiedy Tae usłyszał zdrobnienie swojego imienia, momentalnie nogi mu zmiękły.
- T-Tak...? - przygryzł delikatnie dolną wargę, czując się trochę nieswojo przez uczucie, jakie w jednej chwili go ogarnęło.
- Bo jak sam wiesz... Nie wiem jeszcze gdzie co jest i nie chciałbym się znowu zgubić. Mógłbyś mnie trochę oprowadzić po szkole? - popatrzył na niego z nadzieją w oczach.
- P-Pewnie! Tylko musi być teraz? Bo chciałbym jeszcze zajrzeć do swojego pokoju i uprzedzić mojego współlokatora, że zapewne wrócę późno. - wydukał. Starał się mówić normalnie, ale jego kolega dalej trzymał go za rękę, a kiedy się zorientował, puścił ją lekko zmieszany.
- Och, tak! Nie ma sprawy, ale zanim pójdziesz to może pokażesz mi mój pokój? Też chciałbym do niego zajrzeć.
- Uhm, jasne. To chodź, ale najpierw mi powiedz, jaki jest numer twojego pokoju. - zaczął iść, a Jjong po chwili ruszył za nim i dorównał mu kroku, idąc teraz obok niego.
- Czekaj, niech no sprawdzę te kartkę... - wyciągnął z kieszeni pomiętą już kartkę papieru i wyczytał z niej numerek. - 303.. Tak, to jest trójka. 303. - kiwnął głową z uśmiechem, a Taemin nagle zatrzymał się.
- Huh? Zaraz, jesteś pewien, że to 303? - spojrzał na niego trochę przerażony.
- No... Tak, a co? Coś nie tak? - zdziwił się, wpatrując to w niego, to w kartkę.
- Bo... W tym pokoju... - zaciął się, nie wiedząc, co dalej powiedzieć.
- …? - w ogóle nic z tego nie rozumiał. Westchnął ciężko i czekał, aż Tae łaskawie dokończy.
- Tam jest osoba, z którą... No na pewno nie wyniknie z tego nic dobrego, jeżeli tam zamieszkasz. Może przeniesiesz się do mnie? Bo wiesz, na pewno byśmy się jakoś zmie... - mówił z przekonaniem, uważając, że to będzie najlepsze wyjście, ale jego towarzysz przyłożył mu palec do ust w celu uciszenia go.
- Cśśś. Słuchaj, ja się nikogo nie boję. Co będzie to będzie, po prostu mnie tam zaprowadź, a ja sam ocenię sytuację, okej? - zabrał palec z jego ust i poklepał go po ramieniu, on zaś trochę niepewnie, ale zaprowadził go w końcu pod wskazany pokój.
- To tutaj... Tylko żeby nie było, że nie uprzedzałem. Jakby co, moja propozycja jest dalej aktualna. Trzymaj się, Jjongie. - posłał mu delikatny uśmiech i poszedł do siebie. Blondyn nie bardzo wiedział o co mu mogło chodzić. No przecież co by się mogło złego stać? Najwyżej nie będzie się dogadywał ze swoim współlokatorem, ale nic więcej. On nie ma zamiaru się z nikim bić. Już był ciekaw, co to za dryblas musi mieszkać w tym pokoju, skoro każdy się go tak boi. Westchnął i nacisnął klamkę, po czym wszedł do środka. Zauważył, że jego walizki, które zapewne przyniosła tu ochrona, były... Porozwalane? Zdziwił się i zaczął zbierać swoje rzeczy. Kiedy już wszystkie uporządkował, postanowił rozejrzeć się po pokoju. Z łazienki słyszał, że woda w prysznicu się leje, więc stwierdził, że jego nowy współlokator musi brać prysznic. Chcąc się o nim czegoś więcej dowiedzieć, po cichu poszedł do jego części pokoju, która znajdowała się w górnej części i zaczął oglądać jego rzeczy, ale niczego nie dotykając. Z tego, co zdążył zauważyć, ten chłopak musi lubić... Kolor różowy. O matko kochana, chyba jeszcze nigdy nie widział żadnego mięśniaka, który lubi różowy! Zachichotał cicho pod nosem i zerknął na zdjęcia na jego półkach. Nie było ani jednego jego zdjęcia, na fotografiach widać było przeróżne, piękne krajobrazy albo urocze zwierzątka. To było dosyć dziwne, ale no o gustach się nie dyskutuje.
- EJ, CO TY TAM ROBISZ, KOLEŚ?! - nagle usłyszał głośny wrzask i niefortunnie potknął się o łóżko, przez co wylądował na ziemi. Osoba, która wydała z siebie ten... Ryk, nawet się tym nie przejęła. Kiedy Jonghyun już nieco doszedł do siebie, uniósł głowę i zamarł. Wydawało mu się, jakby umarł, poszedł do nieba i ujrzał anioła, ale... Nie takiego zwykłego anioła. Ten anioł był naprawdę piękny, wyglądał jakby dopiero co wyszedł z kąpieli. Miał mokre blond włosy, z których woda kapała na jego nagie ramiona, a w pasie obwinięty był śnieżnobiałym ręcznikiem. Do tego patrzył na niego swoimi ciemnymi, kocimi oczami i miał nieco srogą minę. Ideał piękna, o tak. - pomyślał Jonghyun. Nawet nie wiedział, kiedy zaczął się uśmiechać jak głupek i podparł brodę rękami. „Anioł”, widząc to, wkurzył się jeszcze bardziej i podszedł do niego, po czym złapał za pierwszą lepszą poduszkę i zaczął go nią uderzać. - CZY JA SIĘ NIE WYRAŻAM JASNO?! WON MI STĄD, RAZ DWA TRZY! NIE CHCĘ CIĘ TU WIDZIEĆ! - darł się w niebogłosy. Dopiero wtedy Kim ocknął się z tego transu, przestraszony niemal zjechał po schodach i rzucił się na łóżko, znajdujące się na dole.
- Nie bij mnie aniele, proszę nie bij! - zaczął rozpaczliwie krzyczeć, przez co chłopak z mokrymi włosami stanął jak wryty, przez określenie, jakie usłyszał.
- Aniele...? Huh? Co ty... - po chwili wytrzeszczył oczy i przeraził się. - Koleś, brałeś coś?! Wiesz, że z takimi rzeczami nie przychodzi się do szkoły? I w ogóle co ty tutaj robisz?! - walnął go w głowę, żeby ten w końcu na niego spojrzał.
- Ała... Po pierwsze to przestań mnie bić! - teraz to on krzyknął, na co ten drugi momentalnie zamilkł i podniósł się do pozycji siedzącej, patrząc na niego. - A po drugie to nic nie brałem. I jeżeli chodzi o to, co tu robię, to od dzisiaj będę tutaj mieszkał. Ty jak mniemam będziesz moim współlokatorem, choć szczerze powiedziawszy spodziewałem się, że będziesz wyglądał inaczej... - nagle zrobił się trochę zmieszany, kiedy zdał sobie sprawę, że chłopak stojący naprzeciwko niego jest prawie nagi. Musiał przyznać, że ten widok nie to, że mu się nie podobał, a wręcz przeciwnie, ale to było niezbyt komfortowe położenie w tej sytuacji.
- Yyyy... To może ja się ubiorę i wtedy pogadamy, ekhem... - wyglądało na to, że jego kolega zrozumiał przekaz, przynajmniej po części, i szybko poszedł się ubrać. Kiedy już to zrobił, wrócił z powrotem na dół i usiadł na jednym z foteli. Nagle zapadła ta niezręczna cisza, dlatego Jonghyun postanowił ją przerwać.
- To może na początek się przedstawię. Jestem Kim Jonghyun. - podał mu rękę, jednak tamten jej nie uścisnął i tylko machnął lekceważąco swoją przydługą blond grzywką.
- Kim Kibum. - odpowiedział krótko. - Ale dla przyjaciół Key. Czyli nie dla ciebie. - uśmiechnął się sztucznie i założył nogę na nogę. - Dobra, więc sprawa jest prosta. Do jutra ma cię tu nie być.
- Co... Ło ło ło, nie tak szybko. Nawet nie ma mowy! - oburzył się. - Przydzielono mi ten pokój, dlatego tu zostanę. Co prawda Minnie zaproponował mi zmianę pokoju...
- Minnie? Czy mówisz o Taeminie? - od razu się ożywił, słysząc o kim wspomniał drugi Kim.
- No tak, o Taeminie. - kiwnął głową, patrząc na niego.
- Wiedziałem... Wiedziałem, że on będzie pierwszy w kolejce do ciebie. - powiedział, prychając pogardliwie.
- O co ci chodzi? Po prostu mi pomaga, bo jestem tu nowy. Czy to coś złego? I co masz na myśli z tą kolejką? - zupełnie nie rozumiał toku rozumowania tej nadętej divy. Może i był nieziemsko piękny, ale charakter miał okropny.
- Nie ważne. Idź do niego, bo ja nie mam zamiaru cię tutaj trzymać. - wzruszył ramionami i zaczął oglądać swoje paznokcie.
- Słuchaj mnie, księżniczko. - słysząc to Kibum od razu spojrzał na niego z mordem w oczach. - Nie będę się ciebie słuchał. Łapiesz? Jak ci coś nie pasuje to możesz iść do dyrektora, albo prefekta. Ja tu zostaję i tylko spróbuj znowu zrobić coś z moimi rzeczami, to pożałujesz. Widziałem, że masz parę fajnych rzeczy, którym może się coś stać. Dlatego lepiej ze mną nie zadzieraj, bo uroda to nie wszystko. A ja nie mam w zwyczaju bić dziewczyn, jednak w tym wypadku mogę zrobić wyjątek. - uśmiechnął się wrednie i wyszedł z pokoju. Key aż poczerwieniał ze złości, ale został na swoim miejscu. Dmuchnął w grzywkę i kopnął w fotel, na którym jeszcze przed chwilą siedział Jonghyun.
- Dziewczyn, mówisz? O tak. Chcesz wojny? To będziesz ją miał. - wywarczał i również opuścił pokój.


__
No i macie pierwszy krótki rozdzialik. :3

niedziela, 30 marca 2014

► Skryte uczucia ◄

Cześć. :3 Na początek wstawiam wam mojego skromnego one-shota, którego napisałam pod wpływem jakże emocjonującego Blue Night z udziałem Toheart. Jeżeli wam się spodoba i zobaczę przynajmniej 2-3 komentarze wstawię pierwszy rozdział mojego nieco dłuższego już dzieła. Chyba nie wymagam zbyt wiele? Chcę tylko wiedzieć, że mam dla kogo to tu dodawać. Tak więc, miłego czytania! :3




Czułem się okropnie. Kiedy patrzyłem na nich, kiedy słyszałem jak Key wypowiada się o nim. Wydawałoby się, że są najlepszymi przyjaciółmi od zawsze. I nikt inny nie miałby dla niego większego znaczenia, dla Kibuma. Dla mojego kochanego Kibuma... Dla mojej największej miłości. Tak, kochałem go. I to cholernie mocno go kochałem. A on... Ranił mnie z każdym słowem coraz bardziej. Starałem się to maskować, uśmiechałem i śmiałem się. Oczywiście, moja zazdrość była dość oczywista, ale on zdawał się tego nie widzieć. Jakbym był po prostu zwykłym radiowcem, który wypytuje o to, co mu kazano. Chociaż nie. Bo przecież moje pytania były nazbyt osobiste, chciałem wiedzieć wszystko, nie obchodziło mnie to, że inni tego słuchali. Korzystałem z sytuacji, bo w normalnych okolicznościach nie dowiedziałbym się od niego nawet 1/3 tego co dowiedziałem się wtedy, podczas audycji. I to mi wystarczyło. Wystarczyło by zobaczyć, że moje wyobrażenie o nas od zawsze było błędne. Myślałem, że jesteśmy best friends, że ja jestem dla niego najważniejszy, bo słyszałem to od niego nieraz. A jednak myliłem się. I to było dla mnie najgorsze... Ta nadzieja, która od lat tliła się we mnie, że może jednak coś do mnie czuje, prysła od razu. Zniknęła z pierwszym jego słowem. Wtedy wiedziałem już, że nic z tego. Błądziłem z takimi myślami jeszcze chwilkę przygotowując sobie kawę po tym ciężkim „wywiadzie” kiedy usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Słyszałem jego kroki, od razu je poznałem. Znałem go na wylot... nie zaraz, przecież nie znałem go, tylko mi się wydawało że tak jest. Jednak zawsze potrafiłem rozpoznać jego obecność, nie ważne w jakich okolicznościach, zawsze wiedziałem, że to on.
-
Jonghyun? - wyszeptał niepewnie patrząc na minę blondyna, która nie wyrażała żadnych emocji. Nie odpowiedział mu. Stał tylko dalej przygotowując swój napój i wbijając wzrok w ekspres do kawy. - Jjong, odezwij się do mnie. - powiedział już trochę głośniej nie mogąc znieść ciszy ze strony swojego przyjaciela. Jednak wciąż nic, zero jakiegokolwiek odezwu. Westchnął cicho i bez namysłu przytulił się do jego pleców. Bling bling drgnął na jego dotyk a serce przyspieszyło tempa. Ale dalej nie chciał się do niego odezwać. Za bardzo go to wszystko bolało, nie mógł, nie chciał nic mówić. Młodszy zaczął delikatnie gładzić jego ramię zjeżdżając po chwili po jego ręce i zatrzymując się przy dłoni, którą splótł ze swoją. Spojrzał na tył jego głowy i poczuł ukłucie w sercu. Zazwyczaj na takie gesty wokalista reagował bez mrugnięcia okiem, przyciągał go do siebie i mocno przytulał a on cieszył się jego bliskością i bijącym od niego ciepłem. Jednak tym razem tak nie było. Wydawało mu się, że w pewnej chwili coś się między nimi zepsuło. Nie mogąc znieść tej niezręcznej ciszy odwrócił go w swoją stronę i położył dłonie na jego ramionach potrząsając nim lekko, ale nie mógł spojrzeć mu w oczy gdyż ten spuścił wzrok. - Odpowiadaj mi jak do ciebie mówię! Słyszysz mnie, ty cholerny dinozaurze?! - krzyknął nie potrafiąc ogarnąć swojej złości. Nawet nie wiedział, dlaczego nagle wezbrała się w nim ogromna wściekłość. Jego towarzysz westchnął cicho i w końcu spojrzał na niego tak, że niemal można było dostrzec ból w jego oczach.
- O co chodzi, Kibum? - wzruszył ramionami i starał się powstrzymać łzy, które od jakiegoś czasu zbierały się w jego oczach. Raper poraz kolejny tego wieczoru poczuł ukłucie w sercu, dlatego że Jjong nie powiedział do niego jak to miał w zwyczaju „Kibummie” bądź „Bummie” tylko po prostu Kibum. Kiedy tak do niego mówił wiedział, że coś jest nie tak. I to bardzo nie tak.
- Jak to o co chodzi? Odkąd audycja się zakończyła nie odezwałeś się do mnie ani słowem i chodzisz jakiś taki nieobecny. Co się stało? Jongie, proszę powiedz mi. - spojrzał na niego błagalnie nie wiedząc już co robić. Nigdy nie spotkał się z takim zachowaniem ze strony swojego przyjaciela, bo może i czasem miewał zły humor, ale tym razem to było coś innego.
- Nic się nie stało. Dlaczego tak uważasz? - odpowiedział mu obojętnie, a kiedy usłyszał, że ekspres zakończył swoją pracę jak gdyby nigdy nic odwrócił się od niego i zabrał swoją kawę po chwili biorąc jej niewielki łyk i usadowił się na kanapie stojącej obok. Kibum nie wierzył własnym oczom, ten facet był niemożliwy! Policzył w myślach do dziesięciu by nie wybuchnąć i ruszył w jego stronę zajmując miejsce obok niego.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Jeszcze parę godzin temu wszystko było w jak najlepszym porządku a teraz zachowujesz się co najmniej jakby ci matka umarła! Jesteś jakiś dziwny, nigdy taki nie byłeś Jjong... I wiesz co... - urwał bo nagle do pokoju wszedł Woohyun z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć chłopaki! I jak tam? Ja jestem bardzo zadowolony, było ekstra! Jonghyun, Blue Night to mistrzostwo świata! - powiedział z zachwytem i usiadł obok pozostałej dwójki. Niestety starszy Kim nie zareagował na to tylko po prostu opuścił pomieszczenie bez żadnego słowa. Nam zdziwił się i zajął teraz miejsce obok Key, gdzie przed chwilą siedział Jonghyun. - Co mu jest? Zachowuje się jakby mu matka umarła. - skrzywił się spoglądając na swojego towarzysza.
- Powiedziałem mu dokładnie to samo. Ale on w ogóle mnie nie słucha, jakby moje słowa do niego nie docierały. Na początku nawet nie chciał się do mnie odezwać, a teraz jak już w końcu to zrobił to jest taki wyprany z emocji, jakby pusty. Nie wiem co się stało... - powiedział załamanym głosem. Woo widział, że naprawdę przejął się tą całą sytuacją. Sam nie wiedział co mu powiedzieć, żeby go jakoś pocieszyć, bo wiedział że tych dwóch łączyło coś wyjątkowego, i szczerze mówiąc był zszokowany, że coś takiego w ogóle ma miejsce między nimi. Zawsze wyglądali na świetnie dogadujących się, wręcz uwielbiających swoją obecność, a teraz? Jakby byli dla siebie zupełnie obcymi ludźmi.
- Wiesz... Wydaje mi się, że powinieneś z nim jeszcze porozmawiać. Nie wiem co się stało, ale to na pewno nic dobrego. Jesteś jego przyjacielem, przecież... - zaczął, ale Kibum mu przerwał patrząc na niego ze łzami w oczach.
- Ja już nie wiem kim dla niego jestem. - po tych słowach po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Woohyun poczuł, że jego serce rozpada się na małe kawałeczki widząc przyjaciela w takim stanie i nic nie mówiąc przytulił go mocno gładząc uspokajająco po plecach. Po chwili ciszy odezwał się.
- Słuchaj, nie możesz się poddawać. Wydaje mi się, że to może mieć związek z nami, Kibum. - spojrzał na niego poważnie i lekko zmartwiony.
- Z... nami? - przechylił lekko głowę w bok jak nierozumiejący nic piesek.
- Owszem. Zauważyłeś, że przed programem jeszcze był rozpromieniony jak gwiazda wieczorna? Ale po tym zaczął się zachowywać właśnie tak. Nie uważasz, że to dziwne? - starł mu łzy z policzków i poprawił troszkę włosy przypatrując mu się uważnie. Key na początku nie mógł dopatrzeć się w tym powiązania, ale na koniec zrozumiał o co chodzi.
- On... Jest zazdrosny? - wydukał jakby nie był pewien swoich słów.
- I to bardzo. Tylko czy o przyjaciela jest się aż tak zazdrosnym? To właśnie mnie nurtuje. - skrzyżował swoje ręce na klatce piersiowej próbując wywnioskować z tego choć cokolwiek.
- Och proszę cię Woohyun, o czym ty myślisz? Przecież to wszystko nie ma sensu! - opadł bezsilnie na oparcie kanapy i zamknął oczy przykładając dłonie do policzków.
- Myślę o tym, że on może coś do ciebie czuć. Wiesz, gdybym ja kogoś kochał i gdyby ten ktoś nagle zaczął spędzać cały swój czas z kimś innym zapominając o mnie byłoby mi bardzo przykro. - popatrzył na niego znacząco a on od razu zgromił go spojrzeniem.
- Idioto! Ty naprawdę chyba naoglądałeś się za dużo dram. To jest niemożliwą niemożliwością, żeby on coś do mnie czuł! - niemal krzyknął i złapał jakikolwiek przedmiot obok siebie rzucając nim z hukiem o ścianę. Hyun już otworzył usta by coś powiedzieć, ale on mu nie pozwolił. Wstał z kanapy i wściekły wyszedł z pomieszczenia jak to jeszcze niedawno zrobił Jonghyun, ale drzwi zamknął ze zdwojoną siłą tak, że niemal wypadły z zawiasów. Nie mógł zrozumieć dlaczego Woohyun wyciągał takie niedorzeczne wnioski. Że niby dinozaur go kochał? Phi, dobre sobie... Gdyby tak było to na pewno by to zauważył, na pewno! Przecież takich rzeczy nie da się ukryć na dłuższą metę. Więc jak mogłoby to być prawdą? W jego głowie rodziły się coraz to nowsze myśli, które powoli zaczęły go zatruwać od środka. Nie chciał już dłużej myśleć, marzył tylko o tym żeby wrócić do dormu i położyć się na swoim mięciutkim łóżeczku po czym zasnąć kamiennym snem i zapomnieć o tych wszystkich wydarzeniach, które miały dzisiaj miejsce. Złapał pierwszą lepszą taksówkę i wrócił do wcześniej wspomnianego miejsca. Kiedy już był na miejscu wszedł do środka i cicho zamknął drzwi, gdyż w dormie panowała ciemność i spokój, co oznaczało że wszyscy już śpią, a on nie miał zamiaru tłumaczyć wszystkim swojego okropnego humoru. Poszedł jeszcze tylko na chwilę do kuchni by nalać sobie wody do szklanki i ruszył w stronę swojego pokoju, który dzielił z Minho. Nie obawiał się, że go obudzi bo jego to nawet koniec świata by nie zbudził. Wszedł do środka i postawił szklankę wody na stoliku nocnym. Zanim się położył przebrał swoje ubrania na wygodną, różowo białą piżamkę i parę chwil później już leżał zakopany po uszy pod kołdrą.

* * *

Słońce powoli wpadało przez ich pół zasłonięte okna. Jonghyun podniósł się leniwie do pozycji siedzącej i przetarł twarz dłońmi. Nie mógł spać całą noc. Słyszał, kiedy Key wrócił do domu i krzątał się po nim chwilę, jednak nie chciał go spotkać, dlatego został u siebie udając, że śpi w razie gdyby ten chciał do niego zajrzeć. Czuł się jakby nie miał już w sobie nic. Jedyne co jeszcze go ruszało to jego współlokator Taemin, który w tym momencie spał sobie słodko. Wstał powoli z łóżka i usiadł na brzegu łoża maknae. Wpatrywał się w niego z delikatnym uśmiechem czując, że powoli się uspokaja, ponieważ przez całą noc nie udawało mu się tego zrobić. Ciągle jego myśli wypełniały wydarzenia z poprzedniego dnia. Ten cały wywiad, i później jak jego Bummie... Przepraszam, nie jego Bummie, bo przecież to jest Bum Woohyuna.
-
Jonghyun: Wiem, że jesteście bardzo blisko siebie, ale nie wiedziałem, że zwracacie się do siebie "Mój Bum" i "Mój Hyun"! Jak to się stało?
Woohyun: Na początku, po prostu nazywałem go "Kibum-ah, Kibum-ah", ale to było bardzo nudne, więc bawiłem się jego imieniem i w jakiś sposób stał się "Moim Bumem".
-
Kiedy przypomniał sobie tą wymianę zdań jego spokój od razu gdzieś zniknął, a ból ponownie zagościł w jego sercu, choć tak naprawdę ani na chwilę z niego nie uleciał. Był tak pochłonięty myślami, że nie usłyszał, że Taemin coś do niego mówi.
- Hyung! Hyung! Słyszysz mnie? - machał mu swoją drobną rączką przed oczami. Nagle poczuł, że zostaje podnoszony i kolejne uczucie którego zaznał to bliskość swojego hyunga, który właśnie go przytulał. Do jego uszu dobiegł cichy szloch. - Omo... Jonghyun, mój mały Jonghyun. Dlaczego płaczesz? - zmartwił się i przytulił go mocniej gładząc po włosach z czułością. To nie tak, że coś między nimi było. Po prostu jeden jak i drugi bardzo się kochali, czuli się jakby byli rodziną, braćmi. I wszystko sobie mówili, dosłownie wszystko. Tak, maknae wiedział, że wokalista jest zakochany w Kibumie. Wiedział wszystko, znał każde jego uczucia i zawsze starał się go jakoś w tym wspierać, choć musiał przyznać, że czasami było to bardzo trudne zadanie.
- Taeminnie, dlaczego wszystko jest takie skomplikowane? Dlaczego? - popatrzył na niego zapłakany. Nie mógł już dłużej tamować w sobie łez, chciał choć trochę dać upust temu wszystkiemu. Najmłodszy członek zespołu złapał za chusteczki, które leżały na jego stoliku i zaczął ocierać łzy swojego przyjaciela. Kiedy widział jego cierpienie sam cierpiał, ale nie wiedział jak mu pomóc. Tak naprawdę to słyszał wczorajszą audycję, dlatego nagle olśniło go, czemu jego hyung się tak zachowuje.
- Hyung... Musisz mu powiedzieć. To jedyne wyjście. Przecież nie możesz tak ciągle dusić tego w sobie, przez to cierpisz jeszcze bardziej! - wydął dolną wargę patrząc w jego ciemne tęczówki.
- Ale co mam mu powiedzieć? Sam słyszałeś, to Woohyun jest dla niego ważny, nie ja... - spuścił wzrok czując jak znowu zbiera mu się na płacz. Nagle maknae ujął jego twarz w dłonie i kazał mu na siebie spojrzeć.
- Dobra, słuchaj mnie ty uparty gadzie! Powiesz mu co czujesz i nic mnie to nie obchodzi, a jeżeli nie to ja mu powiem! Nie pozwolę ci dłużej cierpieć, zrozumiałeś? Teraz masz się ubrać, pójść do niego i wyznać mu całą prawdę bo inaczej skopie ci ten twój wcale nie najgorszy tyłek i wrzucę do studni! Tego już za wiele, Kibum zachował się jak idiota i musi o tym wiedzieć, musi wiedzieć jak bardzo cię zranił i co to dla ciebie znaczy! Nie możesz się tak zachowywać tym bardziej, że on nawet pewnie nie wie dlaczego! Bo jak sądzę już zdążyłeś zrobić mu jakąś scenę, więc ruszaj dupsko i idź do niego natychmiast! - wydarł się tak, że w pewnej chwili trochę się przestraszył czy reszta domowników niczego nie usłyszała, ale uznał że nie ponieważ nie było żadnego odezwu ze strony innych, za to Jjong wytrzeszczył oczy i miał wrażenie, jakby właśnie zarobił pożądny cios w twarz. Westchnął zrezygnowany i kiwnął głową na znak, że zrozumiał i bez słowa ucałował czoło młodszego kolegi po czym poszedł do łazienki z ubraniami na zmianę. W tym czasie kiedy brał prysznic i ogarniał się ogółem rozmyślał co ma powiedzieć Key. Bo tak naprawdę nie miał bladego pojęcia od czego zacząć. Ale jedno było pewne. Taemin miał zupełną rację z tym, że tak na niego nawrzeszczał i z tym, że powinien powiedzieć Kibumowi o swoich uczuciach. Pół godziny później był już gotowy, gotowy na wszystko. Wziął głęboki oddech i zszedł na dół. Rozejrzał się po salonie, na kanapie siedział Minho i Onew zajadający się kurczakami z KFC, pewnie dlatego że nie chciało im się iść do sklepu a lodówka była pusta. Westchnął cicho i podszedł kradnąc im jedno skrzydełko po czym ruszył w stronę kuchni, bo tam właśnie przy stole z nosem w książce siedział jego cel, Kim Kibum. Z każdą chwilą kiedy się do niego zbliżał robił się coraz bardziej niepewny, ale wiedział, że nie ma już odwrotu. Key najwyraźniej wyczuł jego obecność, bo podniósł wzrok i właśnie wtedy ich spojrzenia się spotkały.
- Jonghyun... - wyszeptał młodszy Kim i przełknął ślinę nie wiedząc co powiedzieć.
- Key, muszę z tobą porozmawiać. Na osobności. - drugą część powiedział nieco głośniej gdyż wiedział, że mają publiczność. Minho, Onew i Taemin, który przed chwilą do nich dołączył od razu się zmieszali i pokiwali głowami na znak, że zrozumieli przekaz po czym zostawili ich samych. Diva starał się zrozumieć o co tak właściwie mu chodzi, bo raz się do niego prawie nie odzywa i otwarcie pokazuje, że nie chce go widzieć a raz mówi, że musi z nim porozmawiać. Westchnął ciężko i wskazał mu krzesło obok, Jjong widząc to usiadł na wskazanym przez niego miejscu i spuścił na chwilę wzrok, ale zaraz z powrotem spojrzał mu w oczy.
- Więc? O czym musisz ze mną porozmawiać? - zaczął, bo blondyn dalej siedział w milczeniu. Tak naprawdę to próbował zebrać myśli i odpowiednio dobrać słowa, które zaraz mają paść z jego ust. Tym razem to on przełknął ślinę i przygryzł dolną wargę.
- Chodzi o wczoraj... Na początek chciałbym cię przeprosić za swoje zachowanie, bo może ja wiedziałem o co chodzi, ale ty nie i uważam, że to nie było w porządku. - powiedział nieco zciszonym głosem na co Key kiwnął głową dając mu do zrozumienia, że przeprosiny przyjęte. Po krótkim namyśle kontynuował. - Byłem na ciebie zły. Bardzo zły. Ale bardziej niż zły, byłem zraniony. Twoimi słowami. Tym wszystkim co mówiłeś o Woohyunie. Czułem się, jakbym ja wcale nie był twoim przyjacielem, a co dopiero najlepszym. To było jakby on zagarnął moje miejsce, choć tak naprawdę znasz go znacznie krócej niż mnie. - na moment głos mu się załamał, próbował jednak być opanowany i nie przerywać. - Ale to nie wszystko. Tak naprawdę... To wszystko było dlatego, bo... - zamknął na chwilę oczy i złapał głęboki oddech po czym powoli wypuścił powietrze z ust. Nie wiedział, czy będzie w stanie powiedzieć mu co czuje. Key przypatrywał mu się z uwagą, jakby domyślał się co zaraz padnie z jego ust. Nawet nie wiedział czemu, ale jego serce znacznie przyspieszyło i zrobiło mu się troszkę cieplej niż wcześniej. Był podekscytowany, ale jednocześnie bał się tego co zaraz się wydarzy. - Kocham cię, Kibum. - na te słowa omal nie spadł z krzesła. Spojrzał na niego z wytrzeszczonymi oczami i uchylił lekko usta, był w ogromnym szoku. To wyznanie zupełnie zbiło go z tropu, ale też poczuł jakby... radość?
- Że... że co? - wydukał nie wiedząc co ma powiedzieć, jak się zachować.
- To co słyszałeś... Teraz już nie mam nic do stracenia, więc mówię ci to. Mam nadzieje, że od tej chwili, kiedy już znasz moje uczucia nie będziesz mi dawał więcej powodów do cierpienia. Wiem, że nie czujesz tego co ja, ale proszę cię tylko o to, żebyś mnie nie ranił. Albo przynajmniej się postaraj. - wymusił lekki uśmiech i podniósł się kierując się do wyjścia, ale nagle poczuł, że tak jak poprzedniego dnia Kibum wtula się w jego plecy. Stanął lekko zdezorientowany i nie miał odwagi się odwrócić, dlatego po prostu stał i czekał.
- Jongie... Nie odchodź... - zaszlochał wbijając dłonie w jego plecy i trzymając się mocno za jego koszulkę. - Przepraszam... Za to, że cię zraniłem. Nie wiedziałem o tym... Nie wiedziałem. Jestem idiotą, że tego nie zauważyłem. Ale ty też jesteś idiotą! - krzyknął waląc go pięścią w plecy. Niższy syknął cicho, bo mimo iż Kibum był drobną istotą to siłę miał niemałą.
- Ale... czemu? - zapytał nie rozumiejąc jego słów.
- Bo nie zauważyłeś, że ja odwzajemniam te uczucia! - przemieścił się teraz tak, że stał przed nim i patrzył mu głęboko w oczy. Widział, że jest równie zszokowany tak jak on przed paroma minutami. Uśmiechnął się delikatnie i musnął lekko jego usta nie mogąc się już powstrzymać. Od tak dawna chciał to zrobić. Jjong dalej tkwił w szoku, a kiedy poczuł jego ciepłe wargi na swoich wstrzymał oddech. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie się działo. Miał ochotę płakać, skakać, krzyczeć, śmiać się, szaleć ze szczęścia. Nie pozwolił mu się odsunąć i przyciągnął go do siebie bliżej pogłębiając nieco pocałunek. Wyższy objął go za szyję i przylgnął do niego a on wtulił go w siebie trzymając dłonie na jego bokach i wzdychając cicho. W końcu odkleili się od siebie i z trudem zaczęli łapać oddech. Ich serca szalały, tak jak i oni sami. Jonghyun nareszcie czuł, że jest szczęśliwy. Tak samo jak i Key. Ale nadal pozostawała jedna sprawa... Woohyun.
- Bummie... A co z „twoim Hyunem”? - wyszeptał niepewnie nie wiedząc jakiej odpowiedzi ma się spodziewać.
- Jak to co? To tylko przyjaciel. I wiesz? Może i to co mówiłem o nim w Blue Night jest prawdą, ale wtedy miałem mówić o nim. On jest moim najlepszym przyjacielem, ale ty nim nie jesteś... I nie byłeś. Bo zawsze byłeś kimś więcej. - uśmiechnął się uspokajająco i pogładził go delikatnie po policzku.
- Ale... Skoro to co mówiłeś to prawda, to poważnie uważasz, że nie jestem od niego przystojniejszy? - skrzywił się na co jego ukochany się roześmiał.
- To akurat nie było prawdą. Zawsze uważałem, że jesteś najprzystojniejszym mężczyzną na ziemi. - uśmiechnął się zadziornie i puścił mu oczko. Dinozaur w końcu poczuł ulgę i wiedział na czym stoi. Zachichotał cicho i wtulił go w siebie znowu.
- Głupek z ciebie. Kocham cię, Kibummie. - powiedział mu na uszko i musnął jego policzek.
- Ja też cię kocham, Jonghyunie. - westchnął błogo i tulił się do niego wiedząc, że teraz wszystko będzie dobrze. Nagle usłyszeli głośne brawa i ujrzeli resztę ich zespołu stojącą w drzwiach kuchni, a nawet i Woohyuna. Wszyscy uśmiechali się szeroko i cieszyli się szczęściem ich przyjaciół.
- I widzisz hyung, mówiłem że już nie będziesz cierpiał! - maknae wyszczerzył ząbki i puścił oczko do Key, który zdziwił się mocno.
- Jonghyun... Czy on wiedział o twoich uczuciach? - spojrzał na niego podejrzliwie.
- Um, tak... - wzruszył ramionami i zjechał wzrokiem maknae.
- Ale o moich też wiedział! - tupnął nogą i oburzył się również patrząc na Taemina.
- No tak wyszło. Dlatego też wiedziałem, że kiedy Jjong wyzna ci swoje uczucia nie będzie już cierpiał, bo ty czujesz do niego to samo. - zaśmiał się i poklepał ich obu po ramieniu.
- Taemin! - krzyknęli obaj jednocześnie a po chwili już wszyscy zanosili się śmiechem.